Nerwowa atmosfera… słychać krzyki, wrzask… wybuch granatów – chwila, to nie ta bajka. Ale krzyk był!
- Łukasz, zbieraj się za 5minut wychodzimy!
- Ja już gotowy – chwyciłem plecak, wrzuciłem do niego pare przydatnych osobistych rzeczy – w końcu trzeba się spakować przed wyjazdem… Szczoteczka, maszynka do golenia, 25 funtów w kieszeni, wagon fajek w plecaku. (Nie, nie palę!)OK. Ready to go!
Podróż “bolidem” do Katowic – Pyrzowice Airport <3
Bieg po 2 wózki pod torby (mamusia musiała wziąć wszystko co potrzebne, i to co niepotrzebne też.) Na lotnisku powitały mnie dwa… no właśnie nie wiem za co przebrane były ale wyglądały zajebiście z czapkami mikołaja na głowie… półnago. Teraz opuszczamy sprośne myśli i wracamy do rzeczywistości: Już lotnisko jeszcze tylko 2h i wziuum lecimy. Najpierw waga… ooo taaaak nigdy tego nie zapomne, mina mamy kiedy taki spedalony “obsługiwacz wagi” uroczo jej powiedział, że musi dopłacić 210zł bo bagaż jest zaciężki ;) – priceless! Każdy problem da się obejść więc obyło się bez płacenia… potem jeszcze jedna przygoda z bagażami, przejście przez bramki, gdzie zatrzymał mnie facet i wymusił toast za jego zdrowie, gdyż urodziliśmy się tego samego dnia. ;) No i dotarliśmy do “poczekalni” próbowałem zasnąć rozwalając się chamsko na kilku miejscach, ale skutek był tak samo kiepski jak pomysł. W końcu doczekaliśmy się odprawy poszportowej- o ja pier#### Ci ludzi biegli i przepychali się bardziej niż… zgadnijcie kto!
Jezu samooolot, jakie to duuuże, a jak cholernie mało miejsca na nooogi. Ale z problemami sobie radzimy więc przyjęcie samobójczej pozycji rozwiązało sprawę. (tutaj by się znalazł bardzo nudny opis przygotowania do startu więc go sobię daruję :P) Ruszył! Przyspiesza w góre… wzbija się… wgniata w fotel… królestwo za sex w takich warunkach! Wyrównał lot… i się skończyło :/ 2h hałasu i zejście do lądowania. – Równie ekscytujące jak wzbijanie się w powietrze. Wyprostowanie nóg, próba zrobienia kroku. Następna. Następna. Po chwili odzyskałem sprawność nad nogami i dzielnym chwijenym krokiem ruszyłem przed siebie. Obładowany bagażami opuściłem samolot żegnąjąc się z jednymi z najładniejszych kobiet jakie miałem okazję spotkać w Anglii (ale temu poświęce cały akapit) – polskimi stewardessami, które sprzedawały butelkę wody za 25zł na pokładzie samolotu… bynajmniej ładnie się uśmiechały. – Ciekawe ile im za to płacą.
Anglia! Przez duże “A”. Londyn! Przez duże “L”. Ale lotnisko, jak lotnisko. Tylko dziesięc razy większe, niż te w Pyrzowicach.
I znowu to samo tylko od końca, jeno tym razem plebs już nie biegł od samolotu do odprawy. Zebranie nadanych bagaży z taśmy. Ale jak oni fajnie rzucali tymi torbami :) Mudzin sprawdził dokumenty i poczułem wolność, tylko nie bardzo wiedziałem w którą stronę do tej wolności. Można się było zgubić na tym lotnisku. Dzięki tabliczką wróciłem do świata żywych ale … gdzie Ci co po nas przyjechali? Zrobili nas w … nie, nie… napewno zaraz się zjawią. Napewno! No i tak siedziała skuta rodzinka na ławeczce na lotnisku i czekała… na coś co nienadchodziło i widocznie nigdy by nie nadeszło gdyby… dobra dość owijania w bawełnę. Brat w końcu po nas przyszedł i radośnie pojechaliśmy przez pół Londynu do domu. Byłem na tyle zmęczony, że nie zwracałem już uwagi co się dzieje wokół. Autostrada się skończyła pojawiły się osiedla bliźniaczych domów. (Jednak można nauczyć się je odróżniać ;) … po samochodach :P ja swój na początku rozpoznawałem po warzywniaku na przeciwko i sklepie z ciapakiem… i… rekordową ilością worków na śmieci przed domem :P). Drzwi stoją otworem, pierwsze piętro. Pokój, jak pokój… tylko sprzęt nieco inny… jakie k#### burżujstwo. Aż raziło po oczach. Szybkie zwiedzenie nowej chatki, poznanie lokatorów (Pozdrowienia dla Mariolki ;* mam nadzieję, że się już nigdy nie zobaczymy). Krótka rozmowa z bratem, a gdy zegar wskazał trzecią – spać. Pierwsza pobudka w nocy… druga… trzecia… następnego dnia ten kaloryfer już mi tyłka nie sparzył. – ale mieć poduszke pod głową a pod pupą… “Świat jest jaki jest” ;) Na śniadanie do ciotki: “Drugi dom za rusztowaniem”. Pojedli, podziękowali. I w drogę! Bus stop, gdzię te pierwsze zatrzymują się co 5min., …
styczeń 22, 2008 o 5:47 pm
Fajnie piszesz chyba minąłeś sie z powołaniem idąc na informatykę :)