Czas wydawał się biec coraz wolniej. Sekundy zamieniały się w minuty. Minuty w… – i tutaj urywa się to co łączy czerwone niefirmowe* autobusy z wysp z „merolami” w Polsce. Nie minęło kilka minut i wielki, czerwony, który nie często stawał…. pojawił się przed nogami. Piętrowy był – klasa! Pierwszą bardzo ważną różnicą w porównaniu autobusów jest… mentalność ludzi. Nikt nie śmiał wejść do autobusu środkowymi drzwiami. Bali się? Nie, to nie możliwe. Ale faktycznie… po wejściu przez nie, kierowca nie miał najmniejszego zamiaru ruszać . Drugą sprawą jest brak „kasowników.” Kierowca sprawdza, „travelki” (które można podrobić) za pomocą sokolego wzroku, natomiast „ojsterki” przykładamy do czytnika i czekamy na… zielone. Możemy również zapłacić gotówką (dwa funty za jazdę) o ile już nauczyliśmy się traktować funty jak złotówki. W przeciwnym wypadku nie polecam – a już naprawdę odradzam, gdy ktoś zapomni „ojsterki” z domu…
*- oczywiście, że autobusy były firmowe, jednak nie była to jakaś znana, droga, burżujska…
styczeń 16, 2008 o 10:51 pm
Kłębuśś pisze bloga 28 i 3/4 xD na razie jest apolityczny, aseksualny i w ogóle “a” ;] na pewno się to zmieni;]
styczeń 17, 2008 o 1:13 am
no no no.. miło sie zapowiada;p
tylko co to ta “travelka” i “ojsteka” :P
pozdrawiam ;)
styczeń 19, 2008 o 3:27 pm
Łukasz, fajny pomysł z tym blogiem…bardzo to fascinating and educational :D myślę, że się ze mną wszyscy zgodzą, a zwłaszcza Grzybi ;)))
pzdr :D
styczeń 19, 2008 o 5:32 pm
Day Travelcard – jednodniowy bilet ;) metro + bus. (Nie jestem pewien, ale tygodniówki chyba też są.)
Oyster Card – karta elektro-magnetyczna (robi za miesięczny) w zależności od tego za ile “doładujesz.” Wiem, że w opcji za 250zł była sama jazda autobusami.
“Blogiem” – a łudziłem się, że nikt nie zauważy :PP ;)
styczeń 22, 2008 o 5:50 pm
wielki, czerwony, który nie często stawał….. kurde aż mi sie skojarzyło … z moim Budzikiem :PP