Święta 2008 – Broadway’e & Subway

(Wersja do edycji) 

“Kwiaty pachły, wiater wiał”. Zaraz, zaraz… o czym to ja miałem pisać? A no tak! O Anglii! Dziś omówimy sobie (ta…, jakbyście mieli coś do powiedzenia w tym wypadku :PP) Broadway’e! Tak, tak. Miejsca, gdzie:
Primo- jest tłoczno!
Secundo- jest kolorowo!
(Nigdy nie pamiętam jaką nazwę nosi “po trzecie”.) – jest… a raczej odnosi się wrażenie, że znajdując się w takim miejscu jesteśmy na rynku… bez rynku. Szerokie chodniki (pewnie mają ustawę o minimalnej dopuszczanej szerokości. Wiecie – dla, “złudzenia optycznego” – duże na dużym wydaje się “normalne”… wydaje się.), Kolorowe prospekty (?) zachęcające ludzi do robienia rzeczy, których nie mają zamiaru – oddawania swoich ciężko zarobionych pieniędzy ciapakom, którzy po opuszczeniu swojego kraju łapli się na etat w funciakach. (Taki odpowiednik wszystko po N-złotych. Z produktami “po terminie.” I masą innych badziewnych, nieprzydatnych rzeczy żałosnej jakości.)

Karierę robią również Subway’e. Pytając początkowo “co to?” Odpowiadano mi: “taki angielski odpowiednik MC Donalda.” Ale! Zauważyłem pewną różnicę i od momentu, gdy tam zawitałem, gdy zjadłem swoją pierwszą kanapkę! Za 32.50zł (Wybrałem stosunkowo tanią. Do konica życia będzie mnie prześladywać.) … już nigdy nie mogłem się z tym zgodzić. Cały posiłek przygotowywany jest na naszych oczach. Dostajemy “serię pytań” (z czymś mi się to kojaży… ;) ) Zaczynającą się od… Najnormalniejszego w świecie pytania- “bułka?” (Miałem zaszczyt być obsługiwany przez brytyjczyka, którego koleżanka uczyła polskiego. Oczywiście tylko na tyle by rozumiał w sklepie. I gdy ja chciałem do niego po angielsku, to mi kazał po polsku.) Po obejżeniu kilku okazałych produktów o dość pokaźnych rozmiarch, podajemy nazwę, lub wskazujemy paluchem i mówimy “tą.” Bagietka krojona jest na naszych oczach. (Pierwszy raz moje oczy patrzyały na coś tak widowiskowego, szczęka mi opadła jak zobaczyłem szybkość i prezycję z jaką on przekrajał tą bułkę.) Następnie wybieramy sobie sami sałatki i warzywa, które znajdą się w naszym posiłku. Płacimy. Dostajemu kubek… pusty (Początkowo założyłem, że koleś jest guru jeżeli chodzi o relacje sprzedawca – klient, sprzedać pusty kubek…) Potem się zorientowałem, że się zorientowałem, że maszyna która stoi w rogu służy do napełniania “kubka obfitości.” Dopóki nie wyjdziemy z lokalu, możemy go dopełniać ile nam się tylko podoba. Cola, Pepsi i jeszcze pare innych chemicznych “czyś.” Ale soku pomarańczowego nie było!

Odpowiedzi: 3 do “Święta 2008 – Broadway’e & Subway”

  1. Asiura Says:

    :D widać, żeś jest z małego miasta :)
    Subway to żadna nowość. W Polsce również są, np w Galerii Krakowskiej na drugim piętrze. Ceny porównywalne :)
    Ach ta Anglia! ;P

  2. Sonik Says:

    BEZ SOKU?! chamstwo… to ja juz nie chce do Angli! (tak jakbym kiedykolwiek chciala…)

  3. tymek Says:

    ile ja bym dał za taki kubek obfitości…a napoje z prądem też to ma?:)


Napisz odpowiedź